deadlands
deadlands.blog.interia.pl
<< Styczeń 2012
PonWtŚrCzwPiąSobNie
1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031
Księga gości
 
O mnie
deadlands
Słówko o mnie
Zobacz mój profil
Notki
2007-01-13
Lynchburg jak zwykle okazał się gościny miasteczkiem, można powiedzieć ze to nasza ostoja w labiryncie... Gdy wszystkie przyziemne sprawy zostały załatwione udaliśmy się na spotkanie z nowymi pracodawcami. Nie można ukryć iz bardzo się ucieszyliśmy gdy okazało się iż pracodawcy to kompani z którymi ostatnio razem piliśmy i walczyliśmy. Po przywitanej kolejce wyjaśnili nam iz nie są oni dobrze wiedziani w Zatraceniu, miasteczku w którym mamy odnaleźć niejakiego Butlera Scotta i przekazać im dokumenty jakie dla nich gromadził. Praca w sumie zanosząca się na łatwiznę zwłaszcza iz nas cel posiada specyficzny tatuaż. Mamy wykonać jak to najprędzej się da gdyż otrzymaliśmy od nich zaproszenie na dokończenie świętowania wielkiego wydarzenia jakie ostatnio zmieniło sytuacje polityczną w labiryncie i nie tylko... Gdy zapamiętaliśmy hasło i odzew, które są kluczem do odebrania przesyłki pożegnaliśmy się i oddaliśmy zabawie, niestety kompani nasi nie uczestniczyli w niej gdyż jeszcze tego samego wieczora opuścili miasteczko. Ranek jak to juz bywa po całonocnej zabawie był ciężki, lecz zgodnie z umowa stawiliśmy się na statku i po zapoznaniu z właścicielami postanowiłem odespać zarwane godziny. Bracia Kenedy, zanim stali się właścicielami parowca, żyli z tego co uda się wydrzeć ziemi w kopalni - tak samo jak moja rodzina. A poza tym, to chyba pierwsi ludzie którzy tak kategorycznie odmawiali napicia się w czasie rejsu ... ich wybór. Pierwszy dzień rejsu był bardzo spokojny i obył się bez żadnych incydentów, drugie niestety nie był dla nas juz tak łaskawy. Zaczęło się od tego iż byliśmy świadkami walki zdesperowanej załogi liniowca z potworem morskim o mackach wielkości pociągu, później prawie kolizja z pływającym kasynem się nam przytrafiła a na koniec prawie staliśmy się posiłkiem Chudawców. Prawie jednak robi wielka różnicę, no i nie staliśmy się potępieńcami, których wieczny głód doprowadził to takiego stanu, że potrafią wchłonąć wszystko - a gdy nie zostaje im nic innego napadaj na niczego niewinnych podróżników. Bo za pewne chcieli nas pożreć gdy ich statek nie wiadomo skąd pojawił się za nami ciągle przyspieszając i przyspieszając mimo tego ze nie płynął na żaglach ani na silniku parowym podobno to jakieś prądy, lecz ja wiem lepiej to ich głód był motorem tego statku monstrum. Nie było innego wyjścia jak wystrzelać pokoleii te wszystkie paskudztwa i dać im znać ze nie jesteśmy łatwym kąskiem. Niestety kilka celnych strzałów z karabinu nie dało planowanego skutku mimo iż każdy z naboi wyeliminował przynajmniej jednego potworka. Dopiero wybuchowy prezent przygotowany napredcę z butelki po podłym bimbrze i laski dynamitu powstrzymał goniący nas okręt i posłał go na dno grzebiąc tez tych straceńców. Niektórzy jednak nie chcieli z tym pogodzić i nawet w obliczu pewnej śmierci próbowało zaspokoić swój głód, wiec kolejne kule dokończyły ich żywota. Gdy dotarliśmy wreście do Zatracenia dobrze było znów poczuć stabilny grunt pod nogami, a i bracia Kenedy przełamali się i razem świętowaliśmy powodzenie ucieczki. Hank przemówił do zgromadzonych w saloonie ludzi i swoim popisem zapewnił nam darmowe alkohole i przyjemności cielesne... Kolejny ranek był wspaniały: najpierw sie okazało iż zostaliśmy wspomnieni w jednym z artykułów w najbardziej poczytnego na zachodzie piśmie (co nie dokońca mi sie spodobało), później Hank postanowił zarobić na Chińczyku fortunę i obywaj znikli na kilka godzin... wcześniej jednak udaliśmy się razem do hotelu w którym Scott się zatrzymał. Po rozmowie i zapłaceniu 10 dolców dostaliśmy rzeczy naszego kontaktu i informacje iż od kilku dni nie pojawił się w hotelu oraz to, iż ostatnio przebywał on w SB gdzie grywał w karty. Gdy Hank i Jank znikli załatwiając walkę ja udałem się do SB zeby zaciągnąć języka. Barman nie był jednak dobrym źródłem informacji, lecz z pomocą przyszedł mi pewien pijaczek który za butelczyne opowiedział mi co widział kilka dni temu.
Podobno Scott wychodząc z SB wszedł w zaułek i tam został napadnięty przez kilka cieni, niestety nie dał im rady i słuch o nim zanikł. Zaniepokoiło mnie to i po utracie kolejnej butelki uzyskałem dziwny przedmiot. Widziałem kiedyś juz taki kamień ten był obrobiony na jakiś rodzaj grotu, może zęba, jednak nie umiem określić nic więcej na jego temat... Zdobywszy ten przedmiot udałem się napić, a jako ze w saloonie spotkałem janga, to piłem w miłym towarzystwie. Nasze picie zostało przerwane przez wtargniecie jakiegoś szaleńca który chciał się zemną strzelać... Z krótkiej wymiany zdań dowiedziałem się iż to przyjaciele z przeszłości chcą mojej głowy, nie widziałem wiec innego rozwiązania jak pojedynek udaliśmy się wiec na ulice gdzie miał się rozegrać ten morderczy spektakl.
Ludzie jak to bywa w takich sytuacjach zbiegli się i obserwowali całe wydarzenie. Chińczyk chciał mi pomóc , widać nie zna pojęcia pojedynku lecz jego oferta pomocy była milą deklaracją. I tak oto po raz kolejny stałem naprzeciwko wynajętego pistoletu który chciał zarobić na mojej głowie. Jednak udało mi się go na tyle wyczuć i wystraszyć iż pierwszy chwycił bron i wystrzelił chybiając... Nie popełniłem tego błędu co on i moja kula rozerwał mu tors. Tym razem udało się przeżyć, ale następnym razem wynajmą kogoś lepszego i nie wiadomo czy to nie ja będę ofiarą ... Gdy grabarz pobrał opłatę, udałem się do stolika i kontynuowałem dalsza popijawę. Nie będę ukrywał, że zdenerwowałem się tym iż ludzie podszywają się pod moją osobę lecz tez ma to dobra stronę - podobno zginąłem dziś juz 3 razy, wiec może będę miał spokoju ze strony Kwana przynajmniej na jakiś czas. Po południu nic ciekawego nie działo się, poza tym iż kompani udali się na walkę i nie wygrali chyba bo Jang wrócił obity a Hank nic nie mówiąc oddał mi zainwestowane pieniądze... Mam nadzieje iż wyjaśnia mi to w najbliższym czasie i ze Hank znajdzie chwile aby zbadać przedmiot który udało mi się pozyskać.
2007-01-03 Klauberizer, Anioly i Coś się kończy, coś zaczyna
.... choć o tym ostatnim na razie nie napiszemy :)

Dalsza część przygód dzielnej trójki, okiem Pechowca:
Wpadka była znacznie milsza niż mogło się na początku wydawać :D
Lecz dopiero po dotarciu do Zatracenia nasi bohaterzy przypomnieli co ich tutaj przywiodło.
Po zapłaceniu a hotel zaczęliśmy wypoczywać jedni grając w karty inni grając i pijąc. Wieczór upłyną bez większych przegranych jaki i wygranych wiec można było go uznać za udany. Ranek kolejnego dnia to również początek poszukiwań Harmona Kellego, z którym jak się dowiedzieliśmy najłatwiej spotkać się późnym popołudniem w hotelowej restauracji. Jednak Hank postanowił nie marnować czasu i zaprowadził nas na miejsce gdzie rozdawano posiłki całkowicie za darmo ... Jedzenie nie najgorsze lecz to nie to samo co dobry stek za 10$, nio właśnie 10$ to tyle samo co przynajmniej dwie butelczyny, a wiadomo ze człowiek jeść nie musi ale bez picia się nie obejdzie:D W trakcie tego żarcia Hank zauważył jakąś kobietę która juz podobno widzieliśmy w Shan Fan lecz ja nie pamiętam jej (wykrwawiałem się na schodach), i postanowił się z nią spotkać. Czułem ze to śmierdzi na kilometr i dlatego nie polazłem z nimi i obserwowałem całą sytuacje z daleka. Jak by to powiedzieć kobieta wydawała się nie miła lecz w pewnym momencie zagotowała się i ucięła z nimi rozmowę. Później gdy oczekiwaliśmy na spotkanie z Kellim pewna grupa zbirów upatrzyła sobie Janga i Gallaghera na następne ofiary, dlatego tez na mnie spadło zadanie skontaktowania się z przyjacielem Klaubera. I owszem bez większych problemów udało mi się go namówić do spotkania z nimi. Ja jednak nie brałem w tym spotkaniu udziału pilnując oprychów którzy jednak nie dali sobie spokoju i czekali tylko na okazje żeby pobić moich towarzyszy. Po kilku chwilach Kelly opuścił pokój hotelowy i udał się załatwiać jakieś sprawy(byłem jego dobrym duszkiem dbającym żeby nic mu się nie stało). Gdy wróciłem do hotelu ustaliliśmy warty bo w czasie mojej nieobecności Hank dowiedział się iż zapłaciła tym oprycha ta sama damu z która dzisiaj rozmawiali Jang i Gallagher. Noc jednak upłynęła spokojnie na przemyśleniach o tym jaką to fortunę zarobimy jak uda nam się zgodnie z tym co chłopaki ustalili z naukowcem przywieść maszynę do Linchburga. Rano zgodnie z umową popłynęliśmy do ruin miasta gdzie w starym zniszczonym hotelu rzeczywiście znajdowała się maszyna robiąca wodę pitna z wody morskiej. Mnie jednak nie interesowała maszyna i spokojnie usiadłem sobie w kącie mając przeczucie ze coś złego się stanie... Niestety znów nie myliłem się i trzaski oraz zgrzyty pochodzące od działającej maszyny zostały przerwane odgłosem wystrzału. Ktoś zaskoczył nas i wyeliminował Kellego celnym strzałem w głowę która rozbryznęła się po całej maszynie. Nasze zaskoczenie było nie mniejsze gdy zobaczyliśmy szarżujące na nas szkielety. Stwory te jednak nie przyprawiły mnie o atak serca lecz oniemiałem widząc jak szybko się zbliżają do nas. Niestety nie udało mi się wystrzelić i doszło do walki wręcz z tym czymś. Walczyłem dzielnie lecz niestety nie zdołałem powalić tego stwora choć przyznać trzeba ze mistrz liang miał problemy z ich pokonaniem... Gdy się ocknąłem byłem na statku Aniołów które leczyły nasze rany, Gdy usłyszałem wielki wybuch zdałem sobie sprawę iż z fortuny nici i teraz trzeba walczyć o życie. I tutaj nie można zapomnieć o Hanku który nie wiem jak ale przekonał żeby nas nie zabijali. Zostaliśmy opatrzeni nakarmieni i rozbrojeni oraz osadzeni i czekaliśmy co dalej z nami się stanie. Lecz nie oczekiwałem tego co się stało, sam wielebny Grimm odwiedził nas podziękował za pomoc w pokonaniu heretyczki i obdarował zapasem srajtaśmy na kilka miesięcy. Zawsze bede pamiętał gdy słowa wypowiadane przez tego kapłana sprawiły ze moje rany do końca się zagoiły i tego dziwnego poczucia energii która mnie przepełniała gdy dotykał moich ran... Zostaliśmy wyprowadzeni z miasta i udaliśmy się na spotkanie z Mary Pozą żeby zdać jej relacjię z naszej podróży i odebrać nagrodę za załatwienie sprawy mordercy Klaubera
2006-12-28 Zawały...
Ostatnia sesja, okiem Pechowca...

Shan fan jakie było takie było i czym prędzej opuściliśmy je na stateczku Beytsa. Po krótkiej podróży powróciliśmy do miasteczka gdzie spotkały sie losy naszej trójki po raz pierwszy. Hank jak zwykle cos kombinował ze sklepikarzami i kolejne kilka dni spędziliśmy przepijając zarobione w Shan fan dolary. Jedna trzeba mu przyznać ze załatwił taniej alkohol lecz mina mi zrzedła jak dowiedziałem się, iż zakupił naboje z sola ... Kolejne 100$ poszło w zapomnienie, lecz wreszcie znów byliśmy na szlaku wiodącym nas ku Zatraceniu... Jako iż to okolica Gallaghera postanowiliśmy odwiedzić jego byłych sąsiadów, zawsze lepiej przespać się w stajni niż na szlaku zwłaszcza po tym co powiedział nam szeryf (miasteczka którego nazwa pozostanie tajemnica). W zapadającej ciemności mokrzy po przejściu ulewy i wystraszeni mrukami leśnych lwów. Spięliśmy konie i w kilka chwil naszym oczą ukazały się zabudowania, nic nadzwyczajnego poza tym iż były właśnie trawione przez wielki pożar.
Bez namysły razem z Liangiem udaliśmy się ratować kobietę uwiezioną w tej płonącej pułapce. Całe domostwo płonęło nic nie było widać, ledwo co nie staliśmy się kolejnymi ofiarami lecz udało nam się jakoś ocalić kobietę. Gdy juz byłem z wdową poza domostwem postanowiłem pomóc Hankowi w walce gdyż pod moja nieobecność rozpoczęła się jakaś strzelanina. Ostatnie co pamiętam to trzech zmasakrowanych ludzi strzelających do Gallaghera ... Podobno miałem atak serca lecz wiem lepiej, po prostu nawdychałem się czegoś w tym pożarze i tyle. Ta mała niedyspozycja sprawiła iż nie pamiętam co dalej się działo... Podobno Liang i Hank walczyli z kimś tam lecz wiem ze to tylko ich przechwałki. Następne dni są dla mnie tajemnica, nie wiem jak się znalazłem w mieście i co się działo w tym czasie i za pewnie dalej byłbym pół przytomny gdyby nie doktor który przetestował na mnie jakiś nowy specyfik. To cholerstwo jednak mi pomogło i po kilku kolejnych dniach znów byliśmy na szlaku. Co prawda jechaliśmy wozem (Hank kupił go chyba tylko i wyłącznie żeby z zyskiem sprzedać, lecz nie będę ukrywać ze na koniu nie ujechałbym wtedy jeszcze) lecz znów zbliżaliśmy się do miejsca pobytu Harmona Kellego, gdy nagle coś dziwnego zaczęło się dziać i wpadliśmy ...

Oraz oczami Hanka:

Placersville, w końcu Miasto na kontynencie. Brak Chińczyków. Można normalnie siąść w saloonie i nie liczyć, że w razie awantury ktoś się będzie po prostu przyglądał. W każdym razie ludzie w większości gadają tu po naszemu. Posiedzieliśmy trzy od dawna wyczekiwane dni w normalnym mieście zachodu. Pokręciłem się, posłuchałem plotek. Kupiłem amunicje do samoobrony i tani alkohol dla towarzyszy. Wypiliśmy butelkę whisky z szeryfem, spoko koleś. No i ruszyliśmy dalej, do Shannonsburga.

Kilka dni jazdy konnej, ale osobiście wole to niż 40 stóp wody pod dwoma calami desek. Ognisko o zmierzchu i gwiaździste niebo nad głową. I górski lew. Groźny, w przeciwieństwie do górskiej kozicy. I także w przeciwieństwie do niej występujący w okolicy, o czym świadczyły dźwięki. No, ale spoko, w końcu to moje tereny, wiec postanowiłem sprowadzić posse na rancho sąsiada, Santhere.

I wtedy się zaczęło. Najpierw lunął deszcz, a później zobaczyliśmy pożar. Spięliśmy konie, a gdy dotarliśmy na miejsce, jakiś zamaskowany napastnik uciekał z gospodarzem. Chłopaki brawurowo skoczyli w pożar ratując żonę Santhere’a, ja zaś rzuciłem się by zobaczyć co z jego chłopakiem. I wtedy zaczęła się strzelanina. Napastnik zostawił 3 paskudnych chodzących umarłych, by nas wykończyć.

Na ich widok Adolf dostał zawału serca, nie dziwie się mu, po przeżyciach w pożarze. Bei Szen zaatakował ich i rozłożył w kilkanaście sekund, ratując całą posse. Jeszcze przypadkowo w zamieszaniu oberwał ode mnie dubeltówką po żebrach. Ciężko ranni ruszyliśmy w pogoń za napastnikiem, dzięki wrodzonym mocom dowiadując się, gdzie jest.

Chcieliśmy się z nim dogadać, ale skończyło się na bijatyce. Niestety, zarówno napastnik, jak i sąsiad Santhere zginęli, z czego ten ostatni na powieszony w akcie zemsty na drzewie. Okazało się, że to brat, zawistny, w akcie zemsty zabił swego starszego brata. Dziki Zachód.

Ruszyliśmy z nieprzytomnym Adolfem i Wdową Santhere do Shannonsburga. Tam zabawiliśmy tydzień, by Adolf nabrał sił. Udało mi się zorganizować Wdowie posadę służącej w domu Kapitana stacjonujących tu wojsk. Po tygodniu ruszyliśmy do Zatracenia.

Po drodze nie wiele się działo, do momentu, kiedy wpadliśmy..

2006-12-19 Shan Fan
Dalsza część bohaterskich przygód trójki kowbojów, pod zbiorczym tytułem "W słońcu Labiryntu":
Hank Gallagher:
Podróż do Shan Fan okazała się nad wyraz ciekawa, pełna wrażeń i przygód, ale zarazem fartowna. Podróżowaliśmy skipperem pana Norma Baitsa, wożącego ludzi na szlakach Labiryntu. Pierwszym z przypadków losowych, jakie się na nas zasadziły, była barykada z łańcuchów na środku kanału, gdzie banda cuchnących rzeźmieszków pobierała cło. Chwilę później ogromna mątwa przeskakując nad statkiem omal nie odgryzła mi głowy, a jedynie zabrała kapelusz (20$ w plecy). Na końcu jednak los się do nas uśmiechnął, i znaleźliśmy złoty naszyjnik.

Złoty naszyjnik, który bogaty Chińczyk podarował pięknej chińskiej księżniczce przed podróżą po labiryncie. W drodze zaś na statek napadł pirat z charakterystycznym kolczykiem w uchu – Markus Rogal, zabijając księżniczkę. Przykra historia, godna pomsty..

W Shan Fan było dużo Chińczyków. Chińczyki rządziły miastem i rządziły się w mieście. A ściślej triady. Miastem włada szef mafii, nijaki Długouchy Tam, i cała banda pomniejszych bosów o imionach nie nadających się do wymówienia. Udaliśmy się w miejsce, gdzie mieszkał Nicolas Klauber. To dzielnica czerwonych latarń, miejsce, gdzie znajdują się w miarę amerykańskie lokale, salony i hotele.

W mieszkaniu Klaubera znaleźliśmy kartki z traktatu o braku wody i chorobach trawiących rośliny i trzodę w Labiryncie, oraz natrafiliśmy na nazwisko Harmon Kelly. Ślady w mieszkaniu i opowieść miejscowego agenta do spraw ochrony osób i mienia (ciecia) upewniły nas, że i tu była zakapturzona postać z półumarłymi szkieletami wyrastającymi z kości.. Kolejnych informacji miał nam udzielić nijaki pan Hou, właściciel hotelu.

Poszukiwania pana Hou zaprowadziły nas do salonu Shan Fan Sally, którego właścicielka tak właśnie się nazywała. Zaproponowała układ: za pomoc w jednej sprawie zorganizuje nam spotkanie z Hou.

Sprawa: kilka tygodni wcześniej, przed naszym przybyciem, jakiś jankes zamordował Lili, jedną z panienek tam pracujących. I od tej pory zaczął miejsce nawiedzać jej duch, terroryzując pracowników i odstraszając gości. Poszliśmy więc zobaczyć, co też da się zrobić. Okazało się, że ducha trzeba pomścić. Na miejscu zbrodni znalazłem banknot z miasta aniołów, świadczący o pochodzeniu bandyty. Wizja pozwoliła mi określić, co się wydarzyło: zbuntowane skrzydło aniołów napadło na oddział jankesów, przebrało się za nich i uciekało przed pościgiem. Jeden z nich trafił do Shan Fan. Tych, którzy go ścigali zabiła triada, on zaś zaszył się po morderstwie w najpaskudniejszej dzielnicy. Gdy nadaliśmy o tym władzom, złapali go i ukatrupili. Duch został pomszczony.

Do spotkania z Mou doszło 2 dni później. W drogiej restauracji na terenie jego triady. Niefortunnie inna triada postanowiła nas sprawdzić, po prostu napadając. Walczyliśmy we trójkę bez broni z bandą Chinoli uzbrojonych po zęby. Największym zapałem do walki pochwalił się Adolf, który potężnym okrzykiem bojowym zszokował wszystkich chińczyków – jednak gdy tamci się otrząsnęli i odpowiedzieli ogniem, Adolf ciężko ranny uciekł. Wszystkich napastników wykończył jak zwykle Mistrz Bei Szen Liang, z wyjątkiem może dwóch, którzy padli od ciosu krzesła, jedynej broni jaką znalazłem. Dowiedliśmy jednak swojego honoru, i dowiedzieliśmy się dzięki temu kilku informacji.

Najważniejszą z nich chyba było to, że Nikolas Klauber miał przyjaciela w Zatraceniu, Harmonia Kellego, co determinuje nam kolejny etap podróży.

Podsumowując pobyt w Shan Fan stwierdzam co następuje:
1.Nie będziesz miał innego Chińczyka poza Bei Szen Liangiem, bo reszta to gburowate chamy o zawyżonym mniemaniu o sobie.
2.Warto grac w karty, ale należy wybierać przeciwników bogato ubranych.
3.Nie należy robić interesów z górnikami, szczególnie z pijakami.

Dalszy etap: Zatracenie City.

Walka z Chińczykami:

http://img223.imageshack.us/img223/695/img0981eo8.jpg

http://img81.imageshack.us/img81/8454/img0982gi0.jpg

A tu jak to widzial Adolf:

Kapitan Norm Beyts w trakcie podróży poinstruował nas o tym czego możemy się spodziewać w Shan Fan: Miastem włada chińska mafia zwana Triadami a dokładnej Długouchy Tam i jego zastępca krótki Ma. Norm pouczył nas o niebezpiecznych dzielnicach i podstawowych obyczajach. Wiedza, którą zdobyliśmy przydała się już w trakcie owej podróży, gdy zapłacić trzeba było myto grupce straceńców, którzy za pomocą łańcuchów zawładnęli sobie prawo to części Labiryntu. Po wymianie zdań i 15 dolarach mniej wypłynęliśmy na otwarte wody i właśnie na tych wodach, dzięki szczególnie bystrym zmysłom naszego przyjaciela chińczyka zauważyliśmy jakiś błysk na dnie akwenu. Hank z niezwykła zręcznością wydobył owa błyskotkę, która prawie cudem nie spadła ponownie w otchłań ponownie - kapitan w ostatniej chwili złapał ja koniuszkami palców. Naszyjnik był piękny a duży czerwony kamień i jakość wykonaniu wręcz wydawały się mówić, iż należał do kogoś ważnego. Reszta podróży upłynęła juz znacznie spokojnej. Do miasta mogliśmy się dostać tylko od świtu do zmierzchu, więc czekała nas noc na redzie. Warty przebiegły spokojnie wszystkim prócz kanciarza, który w tym czasie postanowił się dowiedzieć czegoś o przeszłości naszyjnika (Podarunek od narzeczonego, podróż statkiem, szarpanina, opadanie w bezkres wód labiryntu). Świtem udało się wreszcie dostać do miasta, a dokładnej do wydzielonej jego części która jest udostępniana “okrągłookim” - dzielnicy czerwonych latarni. Zgodnie z wizytówka Klaubera i przy pomocy Lianga udało nam się odnaleźć miejsce gdzie ostatnio w Shan Fan zamieszkiwał ten człowiek o dziwnym akcencie i niezwykle podniosłym głoście. W hotelu spotkaliśmy przemiłą obsługę która wręcz prosiła się o wsparcie finansowe (kolejne dolary z reki Hanka), w zamian udostępniono nam pokój w którym przebywał naukowiec. Recepcjonistka poinformowała nas, że nie ona wtedy pracowała, a jeden z “okrągłookich”. Udaliśmy się do niego. Mężczyzna był tak sponiewierany przez opium, że dopiero po dwóch godzinach udało nam się z nim porozmawiać, a informacji jakie od niego otrzymaliśmy potwierdziły tylko i wyłącznie to co udało nam się zaobserwować w starym pokoju Klaubera (Ślady po kulach na ścianie, zaschnięta krew, drobne notatki z przypisami w nieznanym nam języku). Człowiek ten powiedział jeszcze iż widział tam cos czego nie mógł zobaczyć i ze Klauber był na spotkaniu z z właścicielem hotelu niejakim Hou. Utknęliśmy na chwile w martwym punkcie, Liang i ja zaczęliśmy powolne picie, Hank natomiast znikł w uliczkach miasta. Gdy ponownie spotkaliśmy się cała trójką (Hank z nowym kapeluszem, stary stracił na statku), dostaliśmy niespodziewanie propozycje od właścicielki hoteliku - spotkanie z Hou za rozwiązanie pewnej wrażliwej sprawy. Nie było innego wyjścia - spokojnie wysłuchaliśmy całą historię o tragicznej śmierci jednej z panienek i udaliśmy się w kierunku jej starego pokoju, gdzie teraz podobno straszy (zmniejszając wpływy z burdelu). I faktycznie coś było nie tak, lecz Adolph podarował siebie i wrócił do picia. Wiedział o duchach tyle samo co o chińskiej medycynie naturalnej. Liang i Hank faktycznie znaleźli rozkładające się zwłoki i ducha zabitej dziewczyny. Po krótkiej rozmowie doszli do układu z duchem – śmierć zabójcy za pozostawienie tego miejsca w spokoju. Jeszcze w trakcie wizyty w tym pokoju (numer pieć jeśli się nie myle) znaleźliśmy specyficzny banknot o nominale dziesięciu Aniołów. Banknot sugerował, że morderstwo nie zostało popełnione tak jak wcześniej przypuszczano przez dezertera z wojska lecz przez grupę dywersyjną tych szaleńców z miasta Upadłych Aniołów. Tego wieczora nie udało nam się za dużo dowiedzieć o mordercy bo w kartach lepiej szło (ja +50$, Hank+180$, Liang mimo iż nie znał zasad gry stracił tylko 50$:P). Po pobudce zaczęliśmy szukać mordercy i z wszystkich informacji jakie udało nam się pozyskać od ludzi i od duchów wychodziło, iż morderca pozostaje w mieście. Prawdopodobnie osoba której szukaliśmy jest chodzącym trupem i mieszka w miasteczku namiotowym za murami Shan Fan. Informacje te zostały przekazane właścicielce burdelu, a my poszliścmy pić. Rano okazało się iż sprawa została rozwiązana (pokazano nam odciętą rękę mordercy). Dzień ten upływał spokojnie aż do wieczora, kiedy to znów się udaliśmy pić, żeby urozmaicić sobie czas (nie ma to jak picie na czyjś koszt- Lianga). Rano Liang został obudzony dźwiękiem wbijającej się strzały w jedną ze ścian. Do grotu była przyczepiona informacja o spotkaniu z właścicielem hotelu Klaubera panem Hou. Przedpołudnie spędziliśmy na przygotowaniach do tej wizyty (Adolph niechętnie, ale się wykąpał) i niepewni co nas może spotkać, udaliśmy się na umówione spotkanie. Przebiegało ono dość dziwnie - najpierw kilka informacji udzielonych nam przez gospodarza (Harmon Kelly- kontakt Klaubera ma chyba prototyp) a potem dziki atak chińczyków z widowiskowym wpadaniem przez okna itp. O dziwo atakowali tylko gości, a ochrona i gospodarz nie bronili gości i w ogólę nie włączyli się do walki (xxx żółte zwyczaje). Adolph nie oddal tanio skóry i zastraszył niczego nie spodziewających się chińczyków, za co wyłapał 2 strzały i reszta jego walki to “przegrupowanie się na uprzednio upatrzoną pozycję umożliwiająca przejęcie przewagi taktycznej”. Liang i Hank walczyli dzielnie. Gdy chińczyki spostrzegły się, iż Adolph zajął upatrzoną pozycji zaczęli się wycofywać (a co nie było tak :P). Walka została zakończona - napastnicy wynieśli 3 swoich towarzyszy powalonych szalonymi atakami pijanego mistrza i jak gdyby nigdy nic ukłonili się, pożegnali i wyszli... Adolph uzyskał szybka pomoc medyczną i to uratowało mu życie. Ale na przyszłość raczej wolałby wypić z litr syropów i innych wynalazków zachodniej medycyny niż jeszcze raz przeżyć seans apukukunktury. Wieczorem czekaliśmy na transport by jak najprędzej opuścić to paskudne żółte miasto. Przytrafiło się kolejne spotkanie które rozwiało pytania związane z naszyjnikiem znalezionym w wodzie labiryntu. Dostaliśmy niezła sumę w złocie za oddanie zguby i zapewnienie iż gdy dostarczymy głowę niejakiego Markusa Royal`a (człowieka z blizną przez całą twarz), mordercy posiadaczki tego naszyjnika, nagroda będzie kilkakrotnie większa.



2006-12-03 Tajemnica Klaubera cz. 1
Pierwsza część historii, opowiedziana z perspektywy Hanka Gallaghera.

Wyruszyłem na szlak, w poszukiwaniu siostry. Plotka głosi, że wraz z gangiem ruszyła do Labiryntu. Niefart, tego miejsca chciałem uniknąć. Nowy Orlean zdecydowanie bardziej mi się podoba. Niemniej jednak trafiłem do tej krainy pociętych niebezpiecznymi wodami wysepek, pełnych piratów, smoków i złodziei. Ja i moja wierna dubeltówka, obym nigdy nie musiał jej użyć.

 

Los rzucił mnie w okolice Lynchburga. Pierwszą przygodą było trafienie na bandę przemytników opium, dających się we znaki okolicznej ludności. Dołączyłem do grupki śmiałków, którzy rozbili szajkę. Poznałem dwóch towarzyszy dalszej podróży – chińskiego mistrza kung-fu, Bei Szen Lianga oraz górnika, rebelianta, dynamitiera o ogromnych zdolnościach destrukcyjnych (to on wysadził szajkę handlarzy opium) Adolfa „Pechowca”.

 

Mazerunner przywiózł nas pod koniec listopada do Lynchburga. Mała kamienista wyspa, 50 metrowe urwisko, jak wszystkie tu otoczona molem z niezliczoną ilością małych łodzi. Dziesięć budynków, w tym trzy saloony i siedziba kompanii górniczej. Kapitan statku, Wayte Hampton, polecił nam przybytek Mary Pozy (Mariposa Lil), gdzie niezwłocznie się udaliśmy.

 

Bei Szen Liang spotkał tu swojego brata, budującego z grupą Chińczyków nową pralnię. Wymienili się wiadomościami wśród radości i łez, nie udało mi się niestety dowiedzieć, o czym rozmawiali w tym swoim śmiesznym języku (Bei Szen Liang jest czarną owcą, matka im zmarła, ojciec obwinia młodszego brata o to, i ktoś jeszcze skradł święty manuskrypt ojca, który Bei Szen ma odnaleźć – za dużo pije nasz mały żółty przyjaciel, ale jak jest pijany to więcej i lepiej gada po angielsku).

 

Zaprzyjaźniliśmy się z paniami z saloonu Mary Pozy. Przybyliśmy w bardzo dobrym momencie, aby trafić na morderstwo nijakiego Nicolasa Klaubera, dziwnego naukowca mówiącego z germańskim akcentem. Mary Poza poprosiła nas w tajemnicy o pomoc w rozwiązaniu zagadki.

 

Miejsce zbrodni okazało się zbyt mocne dla mojego żołądka. Musiałem wyjść, łyknąć gorzałki, żeby wrócić i przyjrzeć się masakrze. Moi towarzysze okazali się twardsi pierwszy raz.. Nieważne. Ciało rozerwane, pogryzione, z oderwaną głową, wyssanym szpikiem kostnym (Chińczyk zna się na medycynie wschodu – dobrze, przyda się) Dzięki pewnym nabytym dawno temu umiejętnością dowiedziałem się, co zabiło Klaubera, a wiedza ta okazała się koszmarem. Coś stworzyło dwa horrorki z kilku rzuconych kości – umarlaki o obskurnym wyglądzie.

 

Śledztwo pokazało, że Klauber przybył z Shan Fan, gdzie mieszka, przywożąc plany urządzenia do oddzielania wody od soli, albo odwrotnie. W każdym razie takie urządzenie rozwiązałoby problem pitnej wody na wyspie, dało bogactwo właścicielowi, i ogólnie każdy byłby za te plany gotów zabić. Dzięki rozmowie z wieloma ludźmi dowiedziałem się, że Klauber przybył do miasta uciekając przed kimś, szukając tu schronienia. Doszedłem do wniosku, że nikt z miejscowych nie zamordował go. W pokoju, w którym mieszkał, znaleźliśmy neseser, z którego zabrano plany. Dzięki mocy udało mi się stwierdzić, że zabójca wyjechał z wyspy, jedynym sensownym miejscem, do którego mógł wyruszyć, jest Shan Fan. Żaden inny prom nie odpłynął w ciągu ostatnich dni.

 

Warto wspomnieć o jednym śmiesznym zdarzeniu. Wracając od brata, Bei Szen został napadnięty przez 4 miejscowych zabijaków, którzy chcieli go oblać smołą i wytarzać w pierzu, jako zwyczaj powitalny. Chcieliśmy ruszyć mu z pomocą, ale Wielki Mistrz dał sobie radę sam – jeszcze nie widziałem aby ktoś ruszał się równie zwinnie i do tego po pijaku (No, może oprócz pewnej panny z Neowlin, ta to była zwinna...). Kiedy byłem już pewien, że wygra, założyłem się o 50$. Wygrałem.

 

Zdecydowaliśmy się ruszyć do Shan Fan.


A teraz to samo, tylko widziane przez Adolpha.

Nie ma niczego lepszego niz zacząć kolejny dzień pijąc na czyjś  koszt... Od momentu jak udało mi sie pozyskać przychylność pewnej osady pije na ich koszt ... Robota był prosta trzeba było uciszyć szajkę przemytników, nie było to specjalnie trudne gdyż pomoc w tym miało mi dwóch podobnych mi podróżników nie potrafiących nigdzie znaleźć miejsca do ustatkowani sie. Jeden z tych ludzi bynajmniej  nie za bardzo pasuje do okolicznych nie nosi broni i wogle bardziej pasował by do życia w mieście a nie w podróży. Druga postać jest mi znacznie bliższa dobry kompan do picia niby to jakiś mistrz walk zresztą chyba jak każdy żółtek ...

Statek  miał nas dostarczyć do Linchburga gdzie mieliśmy doświadczyć jeszcze większej gosciności   ludzie z osady w której rozwiązaliśmy problem przemytników zafundowali nam bowiem trzy dni w miejscowym domu uciech w niejakim przybytku Mary Pozy. Co prawda nie pamiętam za bardzo podróży lecz widok 100 metrowego klifu dłuższy czas pozostanie mi w pamięci. Tak samo jak widok z windy która dowiozła nas na szczyt ukazując miasteczko.  Linchburg to niespełna dziesięć domostw z czego trzy to saloony  do tego jeszcze sklep kowal i przedstawicielstwo kompani górniczej. Kolejnym budynkiem jaki powstawał właśnie była jak sie później okazało pralnia brata naszego żółtego przyjaciela. Nie dokończa rozumiejąc co owi bracia miedzy sobą mówili udałem sie do celu naszej podróży do przybytku Mary Pozy. Jednak nie było nam dane zbytnio nacieszyć oczu pięknymi wnętrzami i obsługa gdy właścicielka usłyszawszy, iż to nam sie udało rozwiązać sprawę przemytników zaprosiła nas na górę prosząc ze byśmy i jej pomogli. Faktycznie Kobieta miała niemały problem w jednym z pokoji znalazła rano zwłoki niejakiego Nikolasa Claubera, i zaproponowała nam dobry zarobek za znalezienie osoby odpowiedzialnej za ten mord. Musiałem az sobie łyknąć na otrzeźwienie kolejna szklaneczkę bo widok był straszny ktoś oderwał głowę tego biednego człowieka ... Jednak najbardziej zdziwiło mnie to co powiedział żółtek ktoś wyssał z tego nieszczęśnika jakiś “śpik” a może “spok” (skąd ten ochlejus ma pojecie o medycynie), bo tego iż Hank opuścił miejsce zbrodni obrazu gdy zobaczył zwłoki nie zdziwiło mnie za bardzo. Lecz nie powiem ze sie nie zdziwiłem gdy po chwili wrócił i uklęknąwszy nad zwłokami zaczął sie im przyglądać... Jeszcze tego samego wieczora rozpoczęliśmy śledztwo i udało nam sie dowiedzieć z kim  Nikolasa Clauber kontaktował sie w czasie pobytu w  Linchburgu. Wieczór był ostro zakrapiany i zakończył sie nie bywała walką żółtek pijany prawie w trupa stał sie celem ataku kilku miejscowych zawadiaków którzy chcieli go przywitać dekorując smołą i pierzem. Yang czy jak mu tam odbijał sie od nich jak to nieraz i ja odbijam sie od ścian gdy uda sie osuszyć kilka butelek. Lecz cos mnie podkusiło żeby obstawić pewna sumkę na pijanego mistrza i o dziwo nawet nie straciłem tych pieniędzy a udało sie jej pomnożyć. I znów piłem za darmo, lecz bojka owa przysporzyła nam wrogów niestety jedne z zawadiaków dostał butelka przez głowę i niestety nie wyżył walki. Reszta wieczora to juz gimnastyka z z panienkami a potem błogi sen mimo ze cały czas pozostawał mi w głowie obraz zmasakrowanych zwłok. Poranek jak to zwykle po ciężkim wieczorze było nieprzyjemny i upłynął nam na przepytywaniu różnych mieszkańców miasteczka . Udało nam sie dowiedzieć iż ofiara była najprawdopodobniej jednym z tych dziwnych naukowców pochodzącym z  jakiegoś europejskiego kraju którzy chcą zbić majątek na górnikach. Nikolas uciekał przed kimś i próbował wynająć ochroniarzy lecz niestety nie zdążył  przyczyna zabójstwa były najprawdopodobniej plany jakiegoś użądzenia które sprawiało ze woda morska stawała sie woda pitną o czym udało nami sie dowiedzieć od człowieka prowadzącego jedyny sklep z zaopatrzeniem.
Dowiedzieliśmy sie tez iż przybył z San fan gdzie posiada swoje biuro, Hank postanowił jeszcze raz przeszukać pokuj i faktycznie znaleźliśmy wojskowa torbę która była ukryta skrzętnie za szafa niestety ktoś znalazł ja przed nami bo planów w niej nie było. O całej sprawie poinformowana został właścicielka przybytku która obiecała nam mała fortunę za odnalezienie tych planów i zorganizowała nam w przeciągu dwóch godzin transport to San fan,  miejmy nadzieje ze tam uda nam sie odzyskać owe plany

Na marginesie - to jest Maripose Lil, Lynchburg i Shan Fan.
2006-09-02 Przełęcz Parkera
No i zagraliśmy. Bylo bardzo fajnie, tu są zdjęcia:
http://img511.imageshack.us/img511/5156/img0816nr3.jpg http://img511.imageshack.us/img511/8615/img0815ee6.jpg http://img72.imageshack.us/img72/303/img0814hx8.jpg http://img511.imageshack.us/img511/1473/img0813ot4.jpg http://img72.imageshack.us/img72/7595/img0812iw5.jpg http://img72.imageshack.us/img72/8836/img0811gr6.jpg

Mam nadzieję, że opis będzie niedługo :)

No i ciekawostka dla czytelników. Zgadnijcie, czego nie nie zabrano?

Brawo!!! POCHODNI!
2006-07-08 RIP
Ronan Biggs

1850 - 1879
Died in Pawnee Rock - with honor and because of honor. But at least died with gun in his hand, not because of stupid hand.
2006-06-29 Pawnee Rock
No i trochę się dziś działo. Ron dowiedział się, co to amnestia, zabłysnął wiedzą z Biblii i powkurzał się na Jankesów. Hutchens był trochę bardziej spięty, ale przynajmniej Marten się po mału wyrabia (i dociera niektóre rzeczy). A za tydzień sobie postrzelamy do zombie. Wszyscy je kochają :) Czekam na wasze komentarze dotyczące sesji i jej plusów i minusów.
Gramy w sobote, o 15+ u Martena. Pasuje?
2006-06-18 Pytanie
Gramy wiec wstepnie w czwartek u mnie. Szykuje ramelowa pomidorowke. Bedzie krrrrwawo na sesji, to i w zupie bedzie czerwono :)
2006-06-15 Requiem dla Stevena Biggsa
Steven Biggs.

1855-1879  

He rest in peace, not in pieces as everybody suspected.

Died from a human hand, in Crystal Lake, Colorado.

God gave him a hand.

A tu walka z oddziałem HI
http://img101.imageshack.us/img101/9789/img06753ai.jpg http://img456.imageshack.us/img456/3371/img06768dr.jpg http://img456.imageshack.us/img456/196/img06778qk.jpg http://img101.imageshack.us/img101/381/img06781ro.jpg
http://img456.imageshack.us/img456/1973/img06792wz.jpg

Zobacz serwisy INTERIA.PL